Tradycjonalizm

Krytyczne spojrzenie

Odpowiedź na zarzuty wobec Nowej Mszy „Novus Ordo Missae”.

Dodano: 2021-01-26
W tym eseju chciałbym zebrać do kupy i omówić najczęstsze zarzuty wobec Nowego Porządku Mszy, z którymi udało mi się do tej pory zetknąć podczas dyskusji z tradycjonalistami (artykuł w fazie roboczej)

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że celem niniejszej polemiki nie jest kwestionowanie świętości Mszy Nadzwyczajnego Rytu Rzymskiego (dalej zwanego "Mszą Tradycyjną" lub "Trydencką"), ani kwestionowanie prawa do brania w niej udziału, ani nawet do zniechęcania do niej. Polemika ta będzie dotyczyć tych, którzy głoszą, że jest to jedyny święty, jedyny słuszny, jedyny właściwy ryt mszy świętej, oraz że powinien być bezwzględnie przywrócony, a Nowy Porządek Mszy powinien być bezwzględnie wycofany.

Ta lista prawdopodobnie nie będzie kompletna i z biegiem czasu będzie aktualizowana – jako że mało prawdopodobnym jest, abym był świadomy wszystkich ważnych zarzutów, jakie tradycjonaliści w tym temacie podnoszą.

 

Zanim przejdziemy do omówienia konkretnych zarzutów wobec Nowej Mszy, to pierwszą – taką ogólną uwagą, jaką chciałbym podkreślić, to że najczęstszymi zarzutami są pewne kwestie, które są wynikiem szczególnie błędnej logiki tradycjonalistów. Otóż najczęściej ich argumentacja sprowadza się do tego, że w starej mszy coś było obecne, a w tej nowej już niestety obecne nie jest. Taka logika zdaje się być szczególnie błędna z uwagi na to, że w tym przypadku mamy do czynienia z oczywistą zmianą tego porządku, a naturą jakichkolwiek zmian zawsze jest to, że są pewne elementy nowe i pewnych elementów starych nie ma. Inną możliwością zmian może być to, że doszły wyłącznie nowe elementy, a wszystkie stare zostały. Naturalną konsekwencją tego ostatniego rodzaju zmian jest to, że coś zaczyna się powiększać, wydłużać, czasem wręcz puchnąć, obrastać, zaśmiecać itd. Jednakże z logicznego punktu widzenia nie można postulować lepszości, albo bycia gorszym tylko dlatego, że coś zostało usunięte, albo coś dodane – ponieważ jest to naturalną cechą wszelkich zmian. Aby ta logika była poprawna, to należałoby niezbicie wykazać, że:

 

a) Wszelkie zmiany są złe i niedopuszczalne.

lub:

b) Dozwolone są tylko te zmiany w liturgii, które coś dodają, ale w żaden sposób nie mogą zmieniać, lub usuwać czegokolwiek.

lub:

c) Podać logiczne uzasadnienie, dlaczego usunięcie lub zmiana takiego, czy innego elementu mszy jest złe – w oparciu o nieomylne i (zarazem) nieodwołalne Magisterium Kościoła, Objawienia Biblijnego, lub Wielkiej Tradycji Apostolskiej.

 

Czyli innymi słowy – nie wystarczy powiedzieć, że np. zmniejszenie liczby przyklęknięć, lub znaków krzyża, lub usunięcie prologu św. Jana, lub położenie większego akcentu na dany aspekt kosztem innego aspektu jest złe – bo wcześniej tak było, a teraz tak nie jest – ponieważ jest to błędne logiczne u samej swojej podstawy. Trzeba w tym przypadku podać uzasadnienie, dlaczego częstsze przyklękanie lub czynienie znaku krzyża jest lepsze od tego, co jest obecne w Nowej Mszy, bo sama argumentacja „im więcej tym lepiej”, lub "wcześniej było więcej, a teraz jest mniej, albo tego już nie ma" zdaje się być bardzo wątpliwa – o czym powiemy sobie za chwilę.

 

Właśnie zastanówmy się nad taką prostą kwestią jak argument „im więcej, tym lepiej”. Niedawno bawiąc się amatorsko w montaż ścieżek dźwiękowych słyszałem wiele ciekawych instrumentalnych partii solowych, które były tak świetnie wykonane, że zasługiwały na szczególną uwagę i podkreślenie. I uświadomiłem sobie, że nie bardzo mogę ich „podkręcać”, ponieważ jeśli sprawię, że będzie tego więcej, to okaże się, że niestety, ale... będzie to kosztem czegoś innego – czyli np. kosztem partii wokalnych.

Jak podaje ks. Dawid Pietras cytując wybitnych liturgistów1, w mszy tradycyjnej występuje szereg gestów i symboli: kapłan żegna się znakiem krzyża 16 razy, obraca się do ludu 6 razy, całuje ołtarz 8 razy, zwraca się ku niebu 11 razy, bije się w piersi 10 razy, składa ręce 54 razy, nachyla głowę 21 razy, schyla ramiona 7 razy, skłania się 8 razy, błogosławi ofiarę znakiem krzyża świętego 31 razy, kładzie dłonie na ołtarz 24 razy, modli się ze złożonymi rękoma 36 razy, kładzie ręce skrzyżowane na ołtarz 7 razy, kładzie lewą rękę na ołtarzu 9 razy, na piersi 11 razy, wznosi ręce ku niebu 8 razy, modli się w ciszy 11 razy, głośno 13, odkrywa kielich i przykrywa 10 razy, chodzi przy ołtarzu 20 razy. Oprócz tego musi zachować 150 innych obrzędów, co czyni ich razem 500. Oprócz nich musi zachować 400 rubryk - ogółem 900 prawideł... Aż zmęczyłem się pisaniem o tym... Z tego co obserwuję, to nie brakuje takich tradycjonalistów, którzy właśnie w tym widzą lepszość starej mszy w porównaniu nowej - jest tam więcej przyklęknięć, więcej znaków krzyża, więcej skinięć, gestów, więcej kadzenia, sakralny język itp - i właśnie w tym upatrują większą pobożność. No cóż.. Żydzi większą pobożność upatrują w niezliczonej liczbie rytuałów i zwyczajów opisanych w Torze, Talmudzie i tradycji Żydowskiej, a dla tradycjonalistów jest ona w niezliczonych i tajemniczych elementach i gestach liturgii. Ale czy aby na pewno ich sposób widzenia pokrywa się ze sposobem postrzegania pobożności przez Boga? Tego nie wiem, ale osobiście miałbym poważne wątpliwości. Apostołowie całe wielkie prawo mojżeszowe, stertę szczegółowych przepisów i zwyczajów, w które obrósł judaizm przez te długie wieki uprościli dla pogan do czegoś takiego: "aby powstrzymali się od nierządu, od krwi, tego co uduszone i od ofiar składanych bożkom" (Dz 15,29). I na tym ich lista się zamknęła... To co czyniło Żyda bardziej "pobożnego" od innych, to większa gorliwość w wypełnianiu tych zewnętrznych znaków. W tym oto fragmencie z Dziejów Apostolskich Bóg przez swojego Ducha pokazał, jakie tak naprawdę to miało dla Niego znaczenie... Stąd się wzięły słynne słowa św. Pawła, które stały się fundamentem doktryny protestanckiej (choć niestety trzeba przyznać, że zostały przez nich nieprawidłowo zinterpretowane): "jesteście zbawieni przez wiarę, a nie przez [skrupulatne wypełnianie] uczynków [przepisów starego prawa mojżeszowego]. I proszę nie zrozumieć mnie źle - ja nigdzie nie postuluję, że gesty, znaki zewnętrzne i symbole nie mają żadnego znaczenia. To co chcę pokazać, to że nie muszą mieć AŻ takiego znaczenia, jakie chce się im przypisywać, że te kwestie nie muszą być ważniejsze od problemu jedności z Kościołem, papieżem i Stolicą Apostolską. Więc moim skromnym zdaniem postulowanie większej pobożności i lepszości z powodu większego bogactwa symboli, gestów, liczby prawd, jakie liturgia wyraża, nie musi się koniecznie pokrywać z rzeczywistością.

- A więc dla przykładu - w kwestii liczby znaków krzyża – jeśli z większej liczby znaków krzyża miałaby wynikać większa pobożność, to wówczas najlepiej by było po każdej zdrowaśce w różańcu robić właśnie tenże znak krzyża. A jednak tak nie robimy – i w naszej świadomości utarło się, że znak krzyża robimy na rozpoczęcie i zakończenie modlitwy.

- Gdyby z większej liczby przyklęknięć miałaby wynikać większa pobożność, to najlepiej całą mszę przeklęczeć, albo jeszcze lepiej - przeleżeć krzyżem. Wówczas by była mega pobożność… Można by było postulować, że jest jakaś optymalna wartość – jednak czy odważyłby się podać, jaka ona powinna wynosić i uzasadnić, dlaczego właśnie tyle?

- Gdyby uznać, że z liturgii nie powinno się niczego usuwać, a jedynie można coś dodawać, a przez to długość tej liturgii powinna jedynie wzrastać – to wówczas nasuwa się pytanie, czy im dłuższa i bardziej bogata liturgia, to tym lepiej? Z pewnością byłoby bardziej pobożnie. A więc zatem czemu by nie wydłużyć jej do np. 8 godzin? Wówczas taka liturgia będzie wyrażać znacznie więcej niż jakakolwiek inna liturgia, będzie tam więcej prawd wiary, więcej gestów, symboli, więcej modlitwy. I w tym miejscu zastanówmy się, czy nie byłoby to kosztem czegoś innego? Gdyby ta liturgia tyle trwała, to obawiam się, że jedynie 1 na 100 000 osób by na nią uczęszczała. I takie osoby byłyby z pewnością bardzo święte – ale cała reszta mogłaby nie uczestniczyć w życiu Kościoła i odcinać się od rzeczywistości zbawienia… Gdyby ją jednak skrócić do 5 godzin – to wówczas więcej by przychodziło na liturgię – np. 10 razy więcej. Byłoby mniej wybitnie świętych, ale za to więcej kroczących ku zbawieniu. Gdyby dalej ją skracać – to wówczas znowu mniej wybitnie świętych, ale więcej idących ku zbawieniu – i tym samym trzeba by było coś dalej usuwać z tej liturgii, aby się zmieścić w tych 3 godzinach.. Dalej skracać – to dalej coś z tej liturgii usuwać. Oczywiście nie można tego skracać do zera, bo wtedy to już nie będzie tam w niej żadnej świętości, a również nie koniecznie poprawiałoby to frekwencję. A więc zatem pytanie: gdzie jest ta granica, aby liturgia była wciąż święta, a równocześnie umożliwiać zbawienie również tym mniej wybitnym jednostkom? Dla mnie odpowiedź zdaje się być bardzo prosta – a brzmi ona następująco: takie rzeczy może wiedzieć tylko sam Bóg. Ale również trzema pamiętać, że On powierzył klucze królestwa jedynie św. Piotrowi, oraz zapewnił, że będzie z nami na zawsze, pośle nam Swojego Ducha, który pouczy nas o wszystkim i będzie z nami aż do skończenia świata... Również magisterium Kościoła potwierdza, że najwyższa i absolutna władza jest w rękach biskupa Rzymu, oraz w sprawach wiary towarzyszy mu asystencja Ducha Świętego. Tę naukę powtarzał również Kościół i papieże przed Soborem Watykańskim II – do czego dojdziemy w późniejszej części tej rozprawki. Więc wydaje mi się, że najlepszym założeniem jest jednak przyjęcie, że Duch wciąż kieruje Kościołem przez ręce Piotra naszych czasów – zgodnie z ewangelicznym zapewnieniem. A jak ktoś się z tym nie zgadza, to na nim ciąży ciężar udowodnienia, że taka a nie inna forma liturgii jest najwłaściwsza.

 

A więc po tym dość długim wstępie czas pochylić się nad konkretnymi argumentami. Poniżej wypunktuję najczęstsze zarzuty stawiane Nowej Mszy.

 

Lista zarzutów - spis treści:

 

1. Nowa Msza została obdarta ze swojej świętości poprzez:

a) wprowadzenie języków narodowych i zaprzestanie odwiecznej tradycji języka łacińskiego

b) zwrócenie się kapłana w kierunku wiernych i tym samym uwaga skupia się na kapłanie, a nie na Jezusie.

c) zwrócenie się tyłem do Tabernakulum, w którym przebywa Jezus Chrystus w swojej najpełniejszej postaci

d) położenie akcentu na charakter uczty i wspólnego zgromadzenia kosztem charakteru ofiarnego

e) spłycanie prawd wiary - takich jak usunięcie prologu św. Jana, który podkreślał Bóstwo naszego Pana Jezusa Chrystusa.

 

2. Św. Pius V ustanowił ryt wszech czasów, który miał obowiązywać na zawsze – co zostało pogwałcone przez św. Pawła VI poprzez wprowadzenie sztucznego wytworu Nowej Mszy

3. Nowa Msza jest gwałtowną zmianą, która nigdy wcześniej nie miała miejsca. Jest ona sztucznym wytworem zmian posoborowych w przeciwieństwie do mszy tradycyjnej, która zawsze zmieniała się w sposób powolny i organiczny.

4. Nowa Msza jest przejawem protestantyzacji, za czym również ma przemawiać fakt, że w jej projekcie uczestniczyli protestanci.

5. Nowa Msza Święta zawiera liczne błędy potępione przez św. Piusa V na Soborze Trydenckim (np. języki narodowe, słowa konsekracji wypowiadane na głos), a Pius XII potępił ołtarz w kształcie stołu.

6. Nowa Msza przyczynia się do profanacji Najświętszego Ciała i Krwi Jezusa

7. Nowa Msza narusza nawet postanowienia Soboru Watykańskiego II.

8. Spór akomodacyjny – największa katastrofa Kościoła spowodowana perfekcjonizmem liturgicznym

 

 1a) Nowa Msza została obdarta ze swojej świętości poprzez wprowadzenie języków narodowych i zaprzestanie odwiecznej tradycji języka łacińskiego.

 

Tutaj dla uściślenia trzeba powiedzieć, że ta tradycja nie jest Wielką Tradycją Apostolską, bo jej początki sięgają schyłku IV wieku. Również to co wymaga tutaj podkreślenia, to przez długie wieki język łaciński był językiem narodowym i międzynarodowym (tak jak obecnie można mówić o języku angielskim). O jego charakterze szczególnie sakralnym można było mówić dopiero po wielu wiekach, gdy łacina stała się językiem martwym. Jeśli już chcemy poruszać temat Wielkiej Tradycji Apostolskiej, to mam nadzieję, że nie muszę nikogo przekonywać, że była ona zdecydowanie odmienna. Bowiem ci apostołowie postanowili ostatecznie zerwać z językiem sakralnym, jakim wówczas był język hebrajski (sami hebrajczycy w życiu codziennym posługiwali się wówczas językiem aramejskim) na rzecz języka nowożytnego i międzynarodowego, jakim był wówczas język grecki w dialekcie koine. I język grecki pozostawał właśnie językiem liturgii pierwszych wieków – ale wówczas był jeszcze językiem nowożytnym i międzynarodowym. Zostało to wyparte przez inny język nowożytny i w tamtym czasie bardziej „międzynarodowy” – czyli przez łacinę. Sama greka pozostała do dzisiaj w wielu rytach wschodnich, a w naszej liturgii ostał się jedynie jej jeden element – tzn. „Kyrie eleison”. Nie mniej jednak prawdą jest, że jest to odwieczna tradycja Kościoła. Jednakże nawet to co najbardziej jest odwieczne, to nie oznacza, że musi być zawsze obowiązujące i nigdy nie ma prawa być zmienione. Z drugiej strony warto zauważyć, że wszystkie tego typu określenia jak „długie” i „odwieczne” mogą być relatywne. Dla przykładu – przez pierwszych 8 wieków chrześcijaństwa Komunia była przyjmowana na rękę, a do ust począwszy od VIII-IX wieku. Więc był taki moment, kiedy to właśnie tamta forma była odwieczną tradycją Kościoła, która nagle została zmieniona na nową tradycję – przyjmowanie do ust. Czy zatem tę zmianę na przełomie IX wieku i z perspektywy ludzi tamtych czasów mamy uznać za sprzeniewierzeniem się odwiecznej tradycji?

Nie sposób nie wspomnieć o pewnych problemach wiążących się z językiem łacińskim. I na echo tego typu problemów można natrafić w encyklice Piusa XII Mediator Dei, w której papież zauważa:

 

Wielu bowiem wiernych nie potrafi używać Mszału Rzymskiego, choćby wydawanego w języku potocznym. Nie wszyscy też są zdolni właściwie, jak należy, zrozumieć obrzędy i formuły liturgiczne. Charakter, uzdolnienie, umysłowość ludzi są tak rozmaite i między sobą niepodobne, że modlitwy, śpiewy i obrzędy wspólnie odprawiane nie mogą wszystkich w ten sam sposób wzruszyć i nimi pokierować. Ponadto potrzeby i skłonności nie są u wszystkich jednakowe, a i u każdego nie trwają zawsze bez zmiany. Któżby więc śmiał powiedzieć, trzymając się wspomnianych uprzedzeń, że tylu chrześcijan nie może brać udziału w Ofierze Eucharystycznej i korzystać z jej dobrodziejstw? Otóż oni mogą to osiągnąć choć oczywiście w inny sposób, dla niektórych łatwiejszy, jak np. rozważając pobożnie tajemnice Jezusa Chrystusa, lub też spełniając inne ćwiczenia pobożne i inne odmawiając modlitwy, które istotą swoją odpowiadają świętym obrzędom, chociaż formą się od nich różnią.

 

 

W tej powyższej nauce Piusa XII da się odczytać pewien problem, który ten papież zauważa - że zasadniczo w kwestii zrozumienia i najwłaściwszego sposobu przeżywania tych tajemnic wiary obecnych na Eucharystii jest - powiedzmy sobie szczerze – „bieda”, bo ludzie mają trudności z jej zrozumieniem – toteż takim koniecznym wyjściem z tej sytuacji jest aprobata pewnych uproszczeń – jak np. rozważanie tajemnic różańcowych w trakcie mszy. I to jest coś, co również słyszałem od osób, które pamiętają czasy tejże tradycyjnej mszy – że zdecydowana większość wiernych podczas sprawowania Eucharystii odmawiała różaniec. A więc łacina nie jest czymś, co pomaga w zrozumieniu tych tajemnic, ale stanowi dodatkowy czynnik utrudniający jej zrozumienie. Oczywiście tradycjonaliści zwracają nam uwagę, że niezrozumienie tych treści nie stanowi problemu w ważności i jakości tej mszy. Ale z drugiej strony widzimy, że wyraźnie dążą do tego, aby tę świadomość budować – ot chociażby poprzez udostępnianie tłumaczenia tego mszału i zachęcanie do stosowania tego tłumaczenia. Więc z tego wniosek, że kwestia zrozumienia tych treści jest jednak ważna i pożyteczna.

 

Zwróćmy uwagę na tę zasadniczą różnicę – co stanowi trudność w najpełniejszym (świadomym) przeżywaniu tych tajemnic wiary obecnych na Mszy Świętej w wersji przedsoborowej i obecnej:

 

Przed soborem przeszkodą do świadomego przeżywania tajemnic liturgii było:

1. Niechęć i ignorancja do zapoznania się z tym, co Msza Święta wyraża

2. Brak aktywnego pragnienia przeżywania tych tajemnic w trakcie liturgii

3. Bariera językowa – dodatkowy wysiłek w celu nauczenia się łaciny, lub też nauczenia się samych modlitw w tym języku

 

Po soborze:

1. Niechęć i ignorancja do zapoznania się z tym, co Msza Święta wyraża

2. Brak aktywnego pragnienia przeżywania tych tajemnic w trakcie liturgii

 

Tak więc widzimy, że różnica jest w obecności trzeciego punktu. I niestety nie jest to taka zupełnie mała i banalna przeszkoda, ale moim zdaniem największa z nich wszystkich. Aby dowiedzieć się, co Nowa Msza wyraża, wystarczy chociażby poświęcić dwie godziny na obejrzenie filmów z ks. Dominikiem Chmielewskim, który omawia te poszczególne symbole obecne w trakcie liturgii. Natomiast, żeby się nauczyć łaciny, to czekają nas miesiące wytężonej pracy. W dzisiejszych czasach, kiedy od wiary o wiele modniejszym stało się pogoń za życiowymi sukcesami, karierą, życia łatwego i przyjemnego, przyjemności bez wysiłku i zobowiązań, raczej mało prawdopodobne, aby ludziom chciało się poświęcać czas na studiowanie łaciny kosztem czasu surfowania po internecie, ciekawych programów telewizyjnych itp. A niestety, bez zrozumienia, co się na tej mszy dzieje, to przypuszczam, że osób chcący w tym uczestniczyć byłoby jeszcze mniej, niż jest teraz. Można oczywiście postulować, że Kościół nie powinien spłycać liturgii tylko po to, aby zatrzymywać na siłę tych mniej gorliwych katolików, ale jednak ja bym obstawał przy tym, aby to pozostawić Bogu, czy chce on zbawić wyłącznie tych bardziej świętych, czy też może zależy mu na zbawieniu również i tych drugiej kategorii (pod względem gorliwości) katolików.

 

Ksiądz Dawid Piertas, który jest zdeklarowanym zwolennikiem przywrócenia tradycyjnej liturgii we wspomnianym wcześniej materiale zwraca uwagę na zachowanie wiernych, którzy pierwszy raz uczestniczą w tejże mszy tradycyjnej – znakomita większość nie potrafi się tam odnaleźć i zdecydowanie bardziej opowiada się za nowym rytem mszy. A to niestety skłania nas do refleksji, że tradycjonaliści mogą bardzo mijać się z prawdą twierdząc, że Nowa Msza sprzyja spadkowi wiernych i wiary wśród wiernych. Obawiam się, że gdyby został stary porządek, to tych wiernych byłoby jeszcze mniej, niż jest teraz, bo znaczna większość nie widziałaby celu w uczestniczeniu w obrzędach, w których absolutnie nic nie potrafią zrozumieć. Dzisiejszy człowiek w dobie współczesnych atrakcji i ułatwień jakie przyniosła mu cywilizacja, jak i również kształtowania postaw i wartości w mediach, to przypuszczam że mógłby być znacznie mniej zainteresowany uczestniczeniem w tych tajemnicach w sytuacji, gdy zupełnie nie rozumie i nie wie, co się tam dzieje.

Wspomniany wyżej ks. Dawid Pietras podniósł również argument, że za przywróceniem języka łacińskiego powinno przemawiać to, że przecież ogromna część przeróżnych wyznań używają swoich języków liturgicznych. Żydzi mają hebrajski, muzułmanie mają arabski, kościoły wschodnie używają greki, oraz wiele innych wyznań mają swój sakralny język.

Jednakże taki argument jest błędny, ponieważ również można by było go odwrócić o 180 stopni i powiedzieć, że bardzo częstą cechą przeróżnych sekt jest chęć podkreślenia za wszelką cenę swojej inności oraz pewnych elementów, które są unikalne tylko dla nich. Jednakże jeśli przyjrzymy się pierwszym apostołom, to dla nich taki sposób rozumowania w ogóle nie wchodził w grę, gdyż poszli w kierunku maksymalnej dostępności i przystępności od strony formalnej. Zerwali całkowicie z językiem sakralnym (jakim był j. hebrajski) na rzecz języka nowożytnego i międzynarodowego, jakim była greka w dialekcie koine. Położyli kres wszelkim zwyczajom żydowskim (które również w sposób bardzo szczególny podkreślały inność Narodu Wybranego, a dla nawracających pogan mogło to stanowić czynnik zniechęcający) i zredukowali to do 4 zasad (tzn. powstrzymywania się od nierządu, od krwi, tego co uduszone i ofiar składanych bożkom), a rytuał włączenia w grono wyznawców Chrystusa sprowadzał się do polania wodą - czyli rytuału, który ani nie budzi strachu, ani odrazy, ani nie sprawia niebezpieczeństwa, oraz jest możliwy do wykonania w każdych warunkach (bo tam gdzie są ludzie, tam musi być i woda).

 

 1b) Nowa Msza została obdarta ze swojej świętości poprzez zwrócenie się kapłana w kierunku wiernych i tym samym uwaga skupia się na kapłanie, a nie na Jezusie.

 

Oczywiście bez wątpienia lepszym jest, jeśli liturgia przyczynia się do bardziej pobożnych postaw wiernych. Jednakże jeśli coś ma zamysł, aby powodowało pewne pobożne postawy (np. większe skoncentrowanie na Bogu), to jeszcze nie oznacza, że w praktyce faktycznie to powodowało. Jeśli zwrócenie się kapłana przodem do Tabernakulum (a w zasadzie to na krzyż lub wschód – ten wątek omówimy sobie trochę dalej) miało w swoim zamiarze skierować uwagę na Boga, to jeszcze nie oznacza, że faktycznie kierowało, bo w rzeczywistości uwaga wiernych mogła być zwrócona na coś innego – na plecy kapłana, tudzież na modlitwę różańcową, albo co gorsza (niestety) na zegarku pozwalającym oszacować ile zostało do końca mszy, albo błądzące myśli, które już dawno odeszły od tego, co jest istotą tej Najświętszej Ofiary. Dlatego też Kościół kierowany Duchem Świętym miał prawo uznać, że jeśli zamysł takiego a nie innego elementu mszy nie pokrywał się z praktyką a mimo pobożnego zamysłu skutek mógł być wręcz odwrotny (bo ludzie zamiast koncentrować się bardziej na Bogu, to w praktyce z powodu braku zrozumienia - koncentrowali się mniej), to może trzymanie się tego elementu nie musi być kwestią priorytetową.

 

 1c) Nowa Msza została obdarta ze swojej świętości poprzez zwrócenie się tyłem do Tabernakulum, w którym przebywa Jezus Chrystus w swojej najpełniejszej i najświętszej postaci.

 

Tutaj niestety większość tradycjonalistów wykazuje się swoją ogromną niewiedzą w tym temacie. Otóż - jak pisze to kardynał Ratzinger w swojej książce „Duch Liturgii” - dla Kościoła jedną z najstarszych tradycji sięgających prawdopodobnie czasów apostołów było modlenie się na wschód, a nie w kierunku Tabernakulum. Samo Tabernakulum, jako miejsce przechowywania Ciała Pańskiego było w użyciu dopiero w drugim tysiącleciu. Od najdawniejszych czasów Kościół modlił się w kierunku wschodnim – co było w pewien sposób nawiązaniem do zwyczajów żydowskich, w których Żydzi modlili się w kierunku Jerozolimy. Co ciekawe w pierwszych wiekach ta tradycja również spotkała się z pewnego rodzaju oporem, bo dla wielu z chrześcijan było to zainspirowane praktykami pogańskimi2 (w których to poganie modlili się do swoich pogańskich bóstw w kierunku wchodu – ta uwaga tzw. „poganizacji” jest oczywiście takim moim małym nawiązaniem do „wielkiego” problemu „protestantyzacji” kreowanego przez tradycjonalistów) Kierunek wschodni wziął się z interpretacji Mt 24,27 w którym to powracającego Jezusa ujrzą wszyscy tak jak widzi się błyskawicę pojawiającą się od wschodu i jaśniejącą aż na zachód. Oprócz tego obecność Boża była ogólnie kojarzona ze wschodem, ze wschodzącym słońcem (jak np. mamy w Łk 1,78) Więc tym samym Kościół od najdawniejszych czasów sprawując liturgię modlił się na wschód, jako tego kierunku, z którego miał nadejść Pan. I tak też budowano kościoły od X wieku aż do XVI wieku, do czasów Soboru Trydenckiego. Po tym okresie budowanie Kościołów z ukierunkowaniem na schód nie było obowiązkowe3. I tutaj na chwilę przerwę swoje rozważania, bowiem nasuwa się bardzo ważna uwaga... Dziwne jest to, że tradycjonalistom nie przeszkadza, iż Sobór Trydencki zbagatelizował tę odwieczną tradycję budowania kościołów na wschód... Od tego momentu niejako przestało to wyrażać tę odwieczną prawdę wiary i tradycję, że Pan przyjdzie ze wschodu! Od tego momentu Kościół zaczął się modlić w kierunku krzyża (co dla wielu było symbolem teologicznego wschodu), lecz taki kierunek modlitwy zaczął się ludziom bardziej kojarzyć z modleniem się w kierunku Tabernakulum, a nie na wschód, co jest oczywiście niezgodne z pierwotnym zamiarem, tradycją i rzeczywistością. Mówię to oczywiście z przekąsem, bo dla nas - progresywnych katolików nie stanowi to żadnego problemu, ale dla tradycjonalistów kierujących się taką a nie inną logiką i próbujących narzucić taki sposób rozumowania - już powinno to stanowić problem! Tradycja modlitwy na wschód (jako na realny, a nie symboliczny, lub teologiczny kierunek) była tak mocno zakorzeniona przez wszystkie pierwsze 16 wieków chrześcijaństwa aż do okresu kontrreformacji, że zdarzało się również nawet w XVI wieku sprawować liturgię w kierunku ludu, jeśli właśnie ten kierunek był kierunkiem wschodnim4. W tej sytuacji zdarzało się, że i oczywiście wierni kierowali się w tym samym kierunku, co kapłan - czyli na wchód. I tutaj kolejna niezmiernie istotna uwaga. Nowa Msza nie odrzuciła absolutnie żadnej tradycji apostolskiej, jak sugerują tradycjonaliści. Zaprzestała praktykować co niektóre tradycje Kościoła (takie jak łacina, mocniejsze akcentowanie aspektu ofiarnego itp) których początek nie sięga czasów apostolskich, ale późniejszych wieków Kościoła. Jeśli można mówić o jakimś zaprzestaniu odwiecznej apostolskiej tradycji - to właśnie jest to zaprzestanie modlitwy na wschód jako na realny i prawdziwy kierunek świata. I ta właśnie jedyna odwieczna tradycja apostolska, która została porzucona w kontekście liturgii, to została porzucona właśnie po Soborze Trydenckim! Jak wspomniałem - dla nas progresywnych katolików nie stanowi to absolutnie żadnego problemu, ale tradycjonalistów powinna skłaniać do wniosku, że jest dokładnie odwrotnie, niż oni postulują - to nie Nowa Msza porzuciła odwieczną Apostolską Tradycję, tylko właśnie stało się to tuż po Soborze Trydenckim! Skutek jest taki, że o modlitwie na wschód wiedzą dzisiaj jedynie osoby "wtajemniczone".

 

Inną bardzo ważną kwestią jest to, że w rzeczywistości tabernakulum nie jest miejscem centralnym liturgii, ponieważ jej istotą i punktem centralnym/kulminacyjnym jest coś innego – czyli moment przeistoczenia chleba i wina w Ciało i Krew Jezusa i Jego przyjście i obecność w tych dwóch postaciach, w czym uobecnia się Przenajświętsza Ofiara. Owszem, jest tam przechowywane Jego prawdziwe Ciało i Krew, ale w rzeczywistości to nie ta obecność jest istotą liturgii, lecz ta, w której Jezus dopiero przyjdzie podczas konsekracji. Gdyby to było istotą liturgii, to przypuszczam, że na ten czas liturgiści zalecaliby otwieranie drzwiczek tegoż tabernakulum, aby Pan nie pozostawał tam w zamknięciu. Również argument o staniu tyłem do tego Tabernakulum nie jest żadnym argumentem, ponieważ nawet i w tradycyjnej mszy kapłan stoi do Niego tyłem podczas liturgii słowa, głoszenia homilii itp. Już nic nie mówiąc o służbie liturgicznej, która w niektórych momentach stoi przodem do kapłana i tyłem do Tabernakulum, co tradycjonalistom zdaje się już w ogóle nie przeszkadzać.

 

 1d) Nowa Msza została obdarta ze swojej świętości poprzez położenie akcentu na charakter uczty i wspólnego zgromadzenia kosztem charakteru ofiarnego

 

Owszem, jestem w stanie przystać na postulat, że obecnie w liturgia podkreśla się zarówno charakter uczty, jak i aspekt wspólnotowy. Jednak nie oznacza to, że stanowi to umniejszenie dla wymiaru ofiary. Samo przeakcentowanie symboliki obecnej w liturgii nie sprawia automatycznie, że Nowa Msza staje się ofiarą mniejszą, albo przestaje nią być w ogóle. Oznacza to tylko „przeakcentowanie symboliki” i nic więcej. Wymiar ofiary jest jak najbardziej obecny – i to nie tylko w świadomości wierzących, ale również w oficjalnym i obecnym magisterium Kościoła – to pojęcie bardzo często powtarza się zarówno w Katechizmie Kościoła Katolickiego (np. w pkt. 1330, 1354, 1362, 1365, 1366, 1367, 1368 i wiele wiele innych), w kontekście sakramentu Eucharystii, w Ogólnym Wprowadzeniu do Mszału Rzymskiego (17, 19, 27, 72 itd) jak i w samym mszale.

 

 1e) Nowa Msza została obdarta ze swojej świętości poprzez spłycanie prawd wiary - takich jak np. usunięcie prologu św. Jana, który podkreślał Bóstwo naszego Pana Jezusa Chrystusa.

 

Jest to argument ks. Bańki z kanału Szkoły Akwinaty5 Jednakże wg ks. Dawida Pietrasa6, którego poziom wiedzy w tej materii zdaje się być o wiele wyższy, zwraca uwagę że istotą cytowania tego prologu było raczej podkreślenie, że „Słowo stało się Ciałem”, co w pewien sposób miałoby nawiązywać do tej tajemnicy przeistoczenia, która właśnie się dokonała. W tym miejscu warto też przypomnieć, że tego fragmentu nie było w pierwotnej wersji mszału św. Piusa V, który (dla przypomnienia) wyraźnie zakazał dokonywać jakichkolwiek – nawet najmniejszych - zmian w mszale po wsze czasy. Ale ten wątek zostawmy i zastanówmy się nad tym, czy rzeczywiście usunięcie i nieobecność tego elementu w nowej mszy uprawnia nas do wyciągnięcia wniosku o obdarciu jej z sacrum – czy rzeczywiście jest to aż taki kluczowy element tej mszy. No i tradycyjnie najlepszą odpowiedzią jest standardowe pytanie „a dlaczego niby tak miało by być”? Jeśli założyć, że chodzi tam o podkreślenie Bóstwa Jezusa, to nasuwają się pytania: Dlaczego akurat Bóstwo Jezusa mielibyśmy podkreślać – a nie np. największe przykazanie jakim jest przykazanie miłości? Sam św. Paweł poucza nas, że miłość jest większa nawet od wiary (1 Kor 13,13). Podkreślanie wiary w Bóstwo Jezusa też nie zdaje się być najważniejszym przesłaniem Ewangelii – warto zauważyć, że trzej pierwsi ewangeliści w swoich Ewangeliach nie nauczają tego w sposób bezpośredni ani razu. O tym dowiadujemy się w sposób bardzo wyraźny dopiero z Ewangelii św. Jana oraz z listów apostolskich, które wspominają o tym raczej na marginesie. Jeśli natomiast przyjąć, że ten prolog powinien bardziej wyrażać kwestię przeistoczenia Boga w Ciało, to znowu – to zastanawiam się, czy aby na pewno ten prolog św. Jana jest najlepszym fragmentem na wyrażenie tej prawdy. Może lepszym by była mowa eucharystyczna z 6 rozdziału św. Jana. Elementarna egzegeza prologu św. Jana naucza, że tu jest mowa o Jego wcieleniu, narodzenia odwiecznego Boga z łona Maryi, w którym nasz Bóg stał się jednym z nas. Ale oczywiście najważniejszym pytaniem jest tutaj „dlaczego mielibyśmy obowiązkowo jeszcze raz to podkreślać na koniec mszy”. A może, żeby było jeszcze bardziej pobożnie, to powinniśmy to robić jeszcze przed mszą i z siedem razy w trakcie mszy? No i też nieprawdą jest, że nowa msza nie akcentuje bóstwa Jezusa, bo robi to – moim zdaniem o wiele wyraźniej i lepiej, niż tradycyjna msza – bo jest to obecne chociażby w uroczystym wyznaniu wiary – które dla odmiany jest wymawiane przez cały lud w ich ojczystym Języku – podobnie zresztą jak w hymnie „Chwała na wysokości Bogu”.


 

 2. Św. Pius V ustanowił ryt wszech czasów, który miał obowiązywać na zawsze – co zostało pogwałcone przez św. Pawła VI poprzez wprowadzenie sztucznego wytworu Nowej Mszy

 

Ten temat omówiłem w osobnym wątku: „Czy msza trydencka powinna obowiązywać po wsze czasy?7

Ale mimo wszystko w takim wielkim skrócie:

Tradycjonaliści powołują się na bullę św. Piusa V Quo Primum Tempore w której padają takie oto kluczowe słowa dot. tradycyjnego mszału obowiązującego od soboru Trydenckiego:

[...] przez tę obecną Konstytucję, która będzie mieć moc prawną po wsze czasy, nakazujemy i polecamy, pod groźbą kary Naszego gniewu, aby nic nie było dodane do Naszego nowo wydanego Mszału, nic tam pominięte, ani cokolwiek zmienione.

1. Zwróćmy uwagę, że owa bulla zakazuje zmian - nawet najmniejszych po wsze czasy. Dlaczego więc dodano prolog Jana do mszału? Dlaczego zostało dodane trzecie Confiteor wiernych przez Komunią Świętą? Dla wyjaśnienia - tych elementów nie było w mszale św. Piusa V, zostały dodane później i są obecnie używane przez tradycjonalistów.

2. Na jakiej podstawie mamy uważać, że ta bulla jest natchniona i nieodwołalna? Dla przypomnienia - zgodnie z dogmatem o nieomylności papieża, to jedynie nauki dot. wiary i/lub moralności, oraz nauki niezmienne same z siebie a nie na mocy zgody Kościoła mogą być nieodwołalne. Czy ta zacytowana fraza z bulli św. Piusa V spełnia ta kryteria?

3. Jeśli uznamy, że intencją św. Piusa V miało być obowiązywanie po wsze czasy bez prawa zmiany przez następców św. Piotra, to wówczas byłoby to pogwałcenie nauki Jezusa "Cokolwiek rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie".

4. Po wsze czasy nie musi oznaczać absolutnie aż do skończenia świata. Może również się odnosić do kwestii "bezterminowo, aż do odwołania jedynie przez uprawniony organ". Stary Testament po wsze czasy nakazał obrzezanie (dosłownie "po wszystkie pokolenia" w Rdz 17,9-10), jak i również np. i to:

2 Krn 2,3 "Oto ja chcę wznieść świątynię imieniu Pana, Boga mego, która jemu byłaby poświęcona, aby składać przed nim wonne ofiary z kadzidła i kłaść stale chleby pokładne, i przynosić ofiary całopalne rano i wieczorem, w sabaty i dni nowiu księżyca, i w święta Pana, Boga naszego, jak to po wsze czasy jest w Izraelu"

5. Tradycjonaliści strasznie się lubują w podkreślaniu, że msza powinna rozwijać się organicznie - co jest zgodne z odwieczna tradycją Kościoła. Dlaczego zatem papież św. Pius V zabronił tych zmian organicznych? Przez 4 wieki zmieniono chyba te dwa drobne elementy - i chyba na tym koniec... Najwyraźniej bano się czegokolwiek tam zmieniać. Dlaczego tradycjonaliści nie mają pretensji do tego papieża za zablokowanie organicznych zmian?

 

 3. Nowa Msza jest gwałtowną zmianą, która nigdy wcześniej nie miała miejsca. Jest ona sztucznym wytworem zmian posoborowych w przeciwieństwie do mszy tradycyjnej, która zawsze zmieniała się w sposób powolny i organiczny.

 

Dziwne trochę, że tradycjonalistom strasznie przeszkadza ta „skrajność” gwałtownych zmian, ale dla odmiany nie przeszkadza im ta druga – przeciwna skrajność – to że św. Pius V zabronił wszelkich zmian po wsze czasy, nawet tych najmniejszych i tych „organicznych”... Ale tak naprawdę, to należy zapytać ich, czy istnieje jakaś nieomylna i nieodwołalna nauka Kościoła, która mówi, iż tylko i wyłącznie organiczne i powolne zmiany są dozwolone? Czy potrafią oni wskazać jakieś nieomylne i nieodwołalne magisterium Kościoła, które wskazuje na maksymalną dopuszczalną skalę dokonywanych zmian – tak że można by było na jej podstawie powiedzieć, że zmiany X są zbyt gwałtowne i należy ich zaniechać, a zmiany Y jeszcze takie gwałtowne nie są i można je wprowadzać? Nie bardzo rozumiem, dlaczego mielibyśmy ograniczać Ducha Świętego tylko do zmian powolnych i organicznych w przypadku, gdyby Jego zamiarem było wprowadzenie zmian radykalnych. Tym bardziej że przecież temu ma służyć sobór powszechny (i reformy posoborowe, które stanowią integralną część tych zamierzonych zmian), na który zjeżdża się cała elita katolickiej teologii, aby pod kierownictwem papieża i asystencji Ducha Świętego wspólnie przedyskutować wprowadzanie nowych i radykalnych reform. Dobrym tego przykładem był pierwszy sobór powszechny w Jerozolimie, co zostało opisane w 15 rozdziale Dziejów Apostolskich – na którym zebrała się elita ówczesnego chrześcijaństwa, aby dokonać radykalnej zmiany i położenia kresu odwiecznej i wielowiekowej tradycji prawa mojżeszowego.

 4. Nowa Msza jest przejawem protestantyzacji, za czym również ma przemawiać fakt, że w jej projekcie uczestniczyli protestanci.

 

Temat protestantyzacji poruszałem już w odrębnym artykule „Protestantyzacja8

Ale tutaj pozwolę sobie na dalsze rozważania w tym temacie, tym razem z akcentem na samą liturgię. Dziwne jest to, że tradycjonalistom tak strasznie przeszkadza rzekoma protestantyzacja, a w ogóle nie zwracają uwagi na to, że postulowanie powrotu do przedsoborowej liturgii może być przejawem prawosławizacji... A w zasadzie to takie nadmierne przywiązanie do szczegółowych gestów, symboli, perfekcjonizmu liturgicznego może być przejawem "judaizacji". My dokładnie tak samo potrafimy podnieść zarzut narzucania prawosławizacji, jak oni zarzucają protestantyzację. Ale zastanówmy się, na czym ta protestantyzacja miałaby niby polegać, bo okazuje się, że znalezienie jakiś jasnych i klarownych zarzutów nie jest wcale takie proste, bowiem najczęściej sprowadza się do do podkreślania rzekomego dostosowywania do poglądów i praktyk protestantów. Dla przykładu – jak podaje chociażby strona bractwa św. Piusa X9 – rozmywana jest rzeczywista obecność Ciała i Krwi Zbawiciela pod postaciami chleba i wina. Nie bardzo wiem, co oznacza tutaj słowo „rozmywane”, bo jeszcze nie spotkałem się ani z jedną osobą chodzącą regularnie na niedzielne msze, która nie miałaby świadomości o realnej obecności naszego Pana w konsekrowanym winie i chlebie. Również takiej nauki nie brakuje ani w Katechizmie Kościoła Katolickiego, ani w innych dokumentach Kościoła jak np. Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego. Dalej – jak czytamy na stronie bractwa Piusa X „tabernakulum jest usuwane w kąt” – znowu – nie bardzo widzę związku z protestantyzacją. W poprzednich punktach wyjaśniłem, dlaczego Tabernakulum nie znajduje się w centrum liturgii, a jego najgłówniejszym celem jest przechowywanie konsekrowanych komunikantów. Dalej – czytając kolejne zarzuty: „przyjmujący Komunię Świętą nie klęczą i nie przyjmują ją na język”. Ale przecież ta praktyka nie wzięła się od protestantów. Była obecna w Kościele na długo przed reformacją – bo była obecna aż do VIII wieku co najmniej. Warto też zwrócić uwagę na pewien błąd w rozumowaniu – a mianowicie – nie wszystko co się zbiega z protestantyzmem, to od razu oznacza, że jest podyktowane upodobnieniem się do nich. Nawet jeśli hojnie założyć, że ta praktyka wróciła na skutek pewnej samowoli, która dokonała się w niektórych krajach za czasów św. Pawła VI i była zainspirowana praktykami protestanckimi, to nie oznacza, że była podyktowana upodobnieniem się do protestantów, ale raczej tym, że pewnym ludziom taka forma wydała się bardziej praktyczna, słuszna, albo może bardziej higieniczna – w każdym razie wątpliwe, aby głównym motywem było upodobnienie się do protestantów.

Dalej czytamy kolejne „podobieństwo” na stronie bractwa Piusa X: „Nie trzeba już pościć trzy godziny lub od północy, ale jedynie godzinę” – Zastanawiam się, co to ma wspólnego z podobieństwem do nich? Czy protestanci w ogóle poszczą? Czy skrócenie tego czasu jest podyktowane upodobnieniem się do nich? Wnioski pozostawię Państwu...

Kolejny argument ze strony bractwa św. Piusa: „Z dokumentów na temat Mszy znikło słowo transsubstancjacja (przeistoczenie)”. Hmm.. A z jakich dokumentów, że tak spytam? Bo w Katechizmie Kościoła Katolickiego to pojęcie w kontekście sakramentu Eucharystii jak najbardziej jest obecne – ot chociażby w pkt. 1376. Jest obecne również w Ogólnym Wprowadzeniu do Mszału Rzymskiego w punkcie 3. I ja również osobiście nie spotkałem się z sytuacją, aby dla któregokolwiek z moich znajomych uczęszczających na niedzielną mszę ten termin był obcy.

 

 5. Nowa Msza Święta zawiera liczne błędy potępione przez św. Piusa V na Soborze Trydenckim (np. języki narodowe, słowa konsekracji wypowiadane na głos), a Pius XII w encyklice Mediator Dei potępił ołtarz w kształcie stołu.

 

Co do potępienia błędów przez Piusa V – warto zadać pytanie, dlaczego takie praktyki zostały potępione. Czy może dlatego, że sprzeciwia się to objawieniu Bożemu, albo Wielkiej Tradycji Apostolskiej? Myślę, że powód potępienia był nieco inny i był raczej podyktowany potrzebą ujednolicenia rytu mszy w całym Kościele. W przypadku potępienia ołtarza przez Piusa XII – tutaj chodziło o coś zupełnie innego, ponieważ zostało to powiedziane w kontekście tzw. archeologizmu – czyli przekonania, że coś jest tylko i wyłącznie dlatego lepsze, że jest starsze i pierwotne, tak jakby chciało się zakwestionować prawdę, że Duch Święty nieustannie działa w Kościele. Jednakże błąd archeologizmu zachodzi tylko wtedy, jeśli coś jest podyktowane archeologizmem, a nie wtedy, kiedy się z tym archeologizmem zbiega. Czyli jeśli powodem przywrócenia stołu miałby być argument: "bo tak było wcześniej, bo tak było za czasów apostołów", to wówczas można mówić o błędzie archeologizmu. Jednak jeśli za przywróceniem stołu stały inne argumenty niż te, że „jak pierwotne i starsze, to lepsze”, wówczas o archeologizmie już mówić nie można. Tutaj warto nawet zacytować papieża Piusa XII, aby pokazać, jak on ten problem rozumiał:

 

To samo należy sądzić o usiłowaniach, które niektórzy podejmują, by przywrócić niektóre dawne obrzędy i ceremonie. Owszem liturgia dawnych wieków jest niewątpliwie godna szacunku. Nie należy jednak mniemać, iż dawny zwyczaj, dlatego tylko że tchnie starożytnością, jest lepszy i stosowniejszy, czy to sam przez się, czy to w odniesieniu do późniejszych czasów i nowych warunków. Także nowe obrzędy liturgiczne są godne szacunku i zachowania, gdyż powstały pod natchnieniem Ducha Świętego, który w każdym czasie aż do końca świata jest obecny w Kościele; [...]
Jest zapewne rzeczą mądrą i godną pochwały powracać duszą i myślą do źródeł liturgii świętej, badanie bowiem przeszłości niemało przyczynia się do głębszego i dokładniejszego poznania znaczenia świąt i treści formuł w liturgii używanych, oraz symboliki świętych obrzędów. Natomiast nie jest rzeczą ani mądrą, ani godną pochwały wracać we wszystkim i za wszelką cenę do starożytności. I tak, by użyć przykładu, błądzą ci, którzy chcą ołtarzom przywrócić pierwotny kształt stołu; którzy chcą wykluczyć czarny kolor z szat kościelnych [...]

Żaden z rozumnych katolików, w zamiarze powrotu do starych formuł uchwalonych przez dawne Sobory, nie może odrzucić orzeczeń, które Kościół pod natchnieniem i kierownictwem Ducha Świętego bardzo pożytecznie określił w nowych czasach i których utrzymać się nakazał. Podobnie żaden rozumny katolik nie może odrzucać obowiązujących dzisiaj przepisów, by powrócić do praw wywodzących się ze starożytnych źródeł Prawa Kanonicznego. Tak samo rzecz ma się z liturgią. Kto chce powrócić do starodawnych obrzędów i zwyczajów a odrzucać nowe, które z opatrznościowego zrządzenia Bożego ze względu na zmienione warunki zostały wprowadzone, ten widocznie kieruje się nieroztropnym i niewłaściwym zapałem. (Mediator Dei, Pius XII, pkt 24).

Wszelkie pogrubienia zostały dodane przeze mnie, aby pokazać na istotę tego problemu. To co tutaj skłoniło Piusa XII do takiego wniosku, to fakt, że Duch Święty działa nieprzerwanie w Kościele i dostosowuje zwyczaje, naukę i liturgię do obecnych czasów. Dlatego błąd archeologizmu zachodzi tylko wówczas, kiedy przesłanką do jakiejś zmiany jest jedynie zasada "bo jak było tak kiedyś, albo tak było na początku, to oznacza, ze było to lepsze". Tym samym jeśli coś się zbiega z archaiczną formą, ale nie jest podyktowane lepszością z tego powodu, że było to pierwotne, więc musi być bardziej słuszne - to wówczas archeologizmem to nie jest.

Tak się składa, że to właśnie postulowanie przywrócenia tradycyjnej mszy jest zgodne z błędem archeologizmu !!!To właśnie tradycjonaliści tutaj postulują, że Msza Tradycyjna jest lepsza, bo starsza, poprzednia i pierwotna, tak jakby chcieli zakwestionować działanie Ducha Świętego w obecnym Kościele !!! Należy jeszcze nadmienić, że Kościół w przeszłości potępiał wiele kwestii – ot chociażby drukowanie Biblii w językach narodowych, oraz stosowanie przekładów z języków oryginalnych (zostało to wyraźnie potępione przez papieża Sykstusa V sprawującego urząd w czasach tuż po kontrreformacji). Wszystkie te ograniczenia po Soborze Trydenckim zostały zniesione dopiero przez wspomnianego wyżej papieża Piusa XII (tego ostatniego przez Soborem Watykańskim II).

Tak na marginesie warto zwrócić uwagę, że tradycjonaliści często powołują się na tę encyklikę Mediator Dei Piusa XII - daje się odczuć, jakoby to właśnie ta encyklika była właśnie ich najbardziej ulubioną. No i tak się właśnie dziwnie składa, że jest również i dla mnie ulubioną - a szczególnie w kontekście niniejszego sporu - szczególnie jak się weźmie pod uwagę pewien jej rozdział - tzn rozdział IV od punktu 19 do 24. W nich właśnie papież wyraźnie poucza, że wszelkie zmiany liturgii są zarezerwowane wyłącznie dla Biskupa Rzymu i że tylko głowa Kościoła jest uprawniona do zmian. Pisze on np (w pkt 19):

 

To co Boże, ustanowione przez Boskiego Zbawiciela, nie może żadną miarą być zmienione przez ludzi, natomiast to, co ludzkie może, według potrzeb czasu, okoliczności i dusz, ulegać przemianom, które zatwierdza Hierarchia kościelna wsparta pomocą Ducha Świętego. Stąd pochodzi owa przedziwna rozmaitość obrzędów Zachodu i Wschodu. Stąd wynika ów postępujący rozrost poszczególnych zwyczajów w kulcie religijnym i poszczególnych praktyk nabożnych, które powoli się rozwijały, a które w dawnych wiekach zaledwie się zarysowały. Stąd też zdarza się niekiedy, że niektóre nabożne zwyczaje liturgiczne, zapomniane z biegiem czasu, kiedyś znowu wchodzą w życie i odnawiają się.

 

Z tego ustępu wynika jasno, że to co nie zostało explicite ustanowione przez Boga, to może być zmieniane przez Kościół, przez hierarchię Kościoła. Jako przykład podaje rozmaitość obrzędów wschodnich i zachodnich - jako tych, co zostało oczywiście stworzone przez Kościół i podlega zmianom. Również pokazuje, że do pewnych starych praktyk jest możliwość powrotu i co za tym idzie - nie należy mylić to z archeologizmem - którego cechą jest jedynie postulowanie lepszości tylko dlatego, że jest to pierwotne i wcześniejsze. Więc dlaczego tradycjonaliści odbierają św. papieżowi Pawłowi VI prawo do wprowadzania zmian? Również zwraca na to uwagę i w punkcie 22:

 

Ponieważ jedynie Najwyższemu Pasterzowi przysługuje prawo uznawania i ustanawiania zwyczajów dotyczących kultu Bożego oraz wprowadzania i zatwierdzania nowych obrzędów, On jeden może je zmieniać, gdy uzna to za potrzebne

 

W punkcie 23 natomiast zwraca uwagę, że język łaciński jest znakiem jedności w Kościele, ale równocześnie zauważa, że jedynie zmian w tym zakresie może dokonywać jedynie stolica apostolska:

 

23. Język liturgiczny

Język łaciński, którego używa wielka część Kościoła, jest widocznym i pięknym znakiem jedności, jest też lekarstwem skutecznym przeciw jakimkolwiek skażeniom autentycznej nauki. W wielu obrzędach używanie języka narodowego może okazać się pożyteczne dla ludu, niemniej jednak tylko Stolica Apostolska ma prawo zezwalać na jego użytek. Nie wolno więc niczego poczynać w tym zakresie bez zasięgnięcia u niej rady i zgody. Porządek liturgii świętej zależy bowiem jedynie od postanowień i zarządzeń Stolicy Apostolskiej.

Więc znowu - dlaczego tradycjonaliści odmawiają papieżowi prawa do zmian w tym zakresie - wbrew temu, co nauczał papież Pius XII?

W punkcie 24 natomiast papież podnosi problem wspomnianego wyżej archeologizmu, gdzie można zauważyć, że jego główny błąd opiera się na kwestionowaniu działania Ducha Świętego w Kościele, który inspiruje różne zmiany. I to właśnie można również odnieść do tradycjonalistów z uwagi na to, że ich dążenia są nastawione na przywrócenie form poprzednich, tak jakby kwestionowali działanie tegoż Ducha w obecnym czasie.

 

 6. Nowa Msza przyczynia się do profanacji Najświętszego Ciała i Krwi Jezusa

 

W tym miejscu tradycjonaliści zarzucają, że Nowa Msza usunęła praktyki mające na celu uchronienie Najświętszego Sakramentu przed profanacją - tzn. brak konieczności stosowania 3 obrusów, brak konieczności trzymania złączonych palców po konsekracji - aż do czasu puryfikacji, brak konieczności udzielania Komunii tylko do ust, konieczności obecności ministranta z pateną itp.

Wydaje mi się, że nie ma sensu przedłużać tego artykułu, ponieważ ten problem omówiłem w odrębnym artykule "Komunia na rękę - odparcie zarzutów"

7. Nowa Msza narusza nawet postanowienia Soboru Watykańskiego II.

Tradycjonaliści często również przytaczają dokumenty Soboru Watykańskiego II, aby pokazać, że Nowa Msza jest również pogwałceniem tych zasad, które stanowią naukę tegoż Soboru. Oczywiście odwołują się do takich dokumentów jak np „Sacrosanctum concillium”


36.§1. W obrzędach łacińskich zachowuje się używanie języka łacińskiego, poza wyjątkami określonymi przez prawo szczegółowe.

lub też

116.Śpiew gregoriański Kościół uznaje za własny śpiew liturgii rzymskiej. Dlatego w czynnościach liturgicznych powinien on zajmować pierwsze miejsce wśród innych równorzędnych rodzajów śpiewu.

W ten oto sposób chcą ukazać, że Nowa Msza jest sprzeczna i niedopuszczalna nawet z punktu widzenia ostatniego soboru.

Aby odpowiedzieć na ten zarzut, wystarczy zwrócić uwagę na ogólną zasadę obowiązującą w prawie - zarówno cywilnym, jak i kościelnym, że prawo nowsze zawsze uchyla prawo starsze, o ile stoi z nim w sprzeczności. Prawo zmiany i formułowania liturgii przysługuje jedynie Stolicy Apostolskiej z papieżem na czele i w tej kwestii nie są obwarowani żadnymi ograniczeniami (co ukazałem wyżej cytując encyklikę papieża Piusa XII Mediator Dei). Również warto przytoczyć naukę z konstytucji dogmatycznej ogłoszonej na Soborze Watykańskim I przez Piusa IX „Pastor aeternus”:

 

Dlatego porzucają prawdę ci, którzy twierdzą, że od decyzji biskupów Rzymu można się odwoływać do soborów ekumenicznych, jako do autorytetu wyższego od biskupa Rzymu. Gdyby zatem ktoś mówił, że biskup Rzymu posiada tylko urząd nadzorowania lub kierowania, a nie pełną i najwyższą władzę jurysdykcji w całym Kościele, nie tylko w sprawach wiary i moralności, ale także w sprawach dotyczących karności i rządzenia Kościołem rozproszonego po całym świecie [...] niech będzie wyklęty.
Konstytucja dogmatyczna „Pastor aeternus”, Rozdz. III, 23-24, Pius IX, 1870 r.

 

8. Spór akomodacyjny – największa katastrofa Kościoła spowodowana perfekcjonizmem liturgicznym

 

Ten ostatni punkt w przeciwieństwie do poprzednich nie jest obroną Nowej Mszy, ale uderzeniem w sposób rozumowania tradycjonalistów. Był to okres schyłku XVI wieku – czyli tuż po kontrreformacji i wdrożeniu jednolitej mszy w całym Kościele. Do Chin udali się Jezuici w celu nawracania tamtejszych ludów na chrześcijaństwo. Stosowali oni metody akomodacyjne – czyli dostosowywania liturgii do zwyczajów tam panujących. I wszystko szło w dobrą stronę – miejscowa ludność była jak najbardziej otwarta na chrześcijaństwo – aż do czasu, gdy do Chin wkroczyli dominikanie i franciszkanie. Wówczas wybuchł spór właśnie o stosowanie tych rytów. Stawiali oni dosyć aktywny sprzeciw wobec dostosowywania liturgii do zwyczajów tam panujących i usiłowali narzucić jeden jedyny i słuszny ryt św. Piusa V. Chwilę później spór przeniósł się do stolicy apostolskiej, a ta okazała większą przychylność franciszkanom i dominikanom. Dopiero po naleganiu jezuitów zgodziła się na pewne ustępstwa, choć niewiele one poprawiły ten stan rzeczy. Ale wówczas było już za późno. Rozgoryczeni Chińczycy z cesarzem na czele odebrali takie stanowisko i zachowanie misjonarzy jako obelgę i wydalili ich wszystkich poza swoje granice. Gdyby nie ten sztywny perfekcjonizm liturgiczny, to od XVII wieku Chiny byłyby krajem chrześcijańskim. A tak przez taki błąd misjonarze powrócili tam dopiero w XIX wieku, kiedy zaczęli znowu stosować podobne metody akomodacyjne10. Niestety sytuacja tym się różni od poprzedniej, że w międzyczasie zdążył się tam zakorzenić komunizm i totalitaryzm, co naturalnie mógł stanowić element utrudniający w krzewieniu Ewangelii.

 

To na razie tyle, w przyszłości oczywiście ten temat rozwinę, bo tych argumentów uderzających w Nową Mszę jest niezmierzona liczba. Choć z drugiej strony zdecydowana większość z nich opiera się na argumentacji „to oczywiste”, co jest zwykłym błędem logicznym Ipse Dixit.

 

 

1 https://www.youtube.com/watch?v=q-lWttUx79g&list=PLaszBoFEvXHMck5BSnTc4-LkgJetqlKut&index=2

2 https://www.youtube.com/watch?v=zMSheGuzh2I&list=PLaszBoFEvXHMck5BSnTc4-LkgJetqlKut&index=4

3 https://pl.wikipedia.org/wiki/Orientowanie_(architektura)

4 tamże

5 https://youtu.be/uoylo5qgAIQ?t=1192

6 https://www.youtube.com/watch?v=q-lWttUx79g&list=PLaszBoFEvXHMck5BSnTc4-LkgJetqlKut&index=2

7 https://www.tradycjonalizm.info/zagadnienia-fundamentalne/czy-msza-trydencka-powinna-obowiazywac-po-wsze-czasy,21.htm

9 https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/844

10 https://pl.wikipedia.org/wiki/Sp%C3%B3r_akomodacyjny